wtorek, 13 października 2020

[Cubase] Kiedy skończy się era dongle'a?

Firma Steinberg zabezpiecza swoje produkty przed piratami za pomocą systemu e-Licenser, który w przypadku droższych produktów profesjonalnych wymaga także posiadania specjalnego klucza USB, stale podłączonego do komputera, na którym używamy tego oprogramowania. Jest to tzw. dongle, czyli sprzętowe zabezpieczenie, na którym wgrana jest licencja. Podstawowa zaleta dongle'a jest taka, że możemy go zabrać z sobą idąc np. do studia nagraniowego i jeśli jest tam Cubase, to podpinamy się i używamy jak własnego, bez wpisywania numerów seryjnych, logowania się do konta itp. Tyle teoria.

Dlaczego jestem "na nie"

Zabezpieczenie to jest ponoć bardzo skuteczne - tak przynajmniej twierdzi Steinberg, a popularność konkurencyjnego iLoka zdaje się to potwierdzać. Rzeczywiście piratom może być trudniej złamać takie zabezpieczenie, choć nie oznacza to, oczywiście, że nigdzie nie znajdziecie "skrakowanego" Cubase'a. Nie ma w tym nic dziwnego, bo co człowiek zabezpieczył, człowiek też odbezpieczyć może - naturalna kolej rzeczy, wszystko rozbija się wyłącznie o opłacalność całej operacji.

Mnie na ogół dongle nie wadzi, ALE...

Są dwie sytuacje, gdy wręcz gotuję się ze złości i kiedy to niewinny klucz USB staje się zmorą. Pierwsza z nich to aktualizacje. Pisałem o tym nie raz i nie dwa - chcę uruchomić Cubase'a, bo mam chwilę czasu i pomysł. Ale nie, DAW się nie uruchomi, za to wyświetli enigmatyczny komunikat błędu, który zwykle oznacza, że trzeba wejść na stronę Steinberga, pobrać najnowszą wersję e-Licensera, zainstalować ją i (czasem) zrestartować komputer. Dopiero potem można zasiadać do pracy.

Druga sprawa to praca na wyjeździe. Parę razy zdarzyło mi się, że wyjeżdżałem do rodziny, niezobowiązująco i bez planów muzycznej pracy. Na miejscu jednak się okazywało, że mam parę godzin, które mógłbym jednak wykorzystać twórczo - ale dongle'a brak, więc z Cubase'a nici. Całe szczęście, że mam alternatywy w postaci Reapera (nigdy nie zawiódł w takiej sytuacji) czy Studio One (też z reguły działa bezproblemowo). Inaczej, jako dumny posiadacz licencji Pro, mógłbym co najwyżej pooglądać tutoriale na YouTube...

Zwolennicy mówią

Zwolennicy takiej formy zabezpieczenia oprogramowania podkreślają, jak bardzo jest ono skuteczne. Podobno nie "złamano" żadnego Cubase'a od wersji 5, chociaż wystarczy wpisać odpowiednią frazę do wyszukiwarki, a ta "wypluwa" mnóstwo wyników dla najnowszej wersji. Podobno dongle jest wygodny - bo można po prostu podłączyć go do komputera z Cubase'em i już można pracować, bez wpisywania numerów seryjnych czy aktywacji. Najczęstsza zaś riposta na argument, że dongle jest zwyczajnie utrapieniem, to: nie musisz używać Cubase'a...

Otóż: jak wspomniałem, skuteczność jest dyskusyjna w kontekście możliwych do ściągnięcia wersji pirackich (czy i jak działają, nie weryfikowałem, ale że istnieją, to pewne). Wygoda stoi pod dużym znakiem zapytania, bo wprawdzie rzeczywiście można podłączyć swój dongle u kogoś, ale po pierwsze - musi mieć on wolny slot USB (co w dobie pracy na laptopach wcale nie jest takie oczywiste), a po drugie, musi mieć zainstalowanego Cubase'a w wersji nie wyższej niż nasza własna, bo nie można z licencją na wersję 9 Pro pracować z wersją 10.5 Pro. W końcu też trzeba ten nieszczęsny dongle zabrać z sobą i (może ważniejsze nawet!) pamiętać, by go później wyjąć i zabrać do domu! Bo utrata dongle'a to praktycznie utrata licencji, chyba że zawczasu tę licencję zarejestrujemy, acz i tak bez pomocy i dobrej woli supportu się wówczas nie obędzie.

Co do tego, że można po prostu zrezygnować z Cubase'a: otóż nie, nie zawsze można. Osoby, które pracowały z nim długo, mają pewnie dziesiątki, jeśli nie setki projektów, których nie da się otworzyć w innym DAW, a które mogą być potrzebne. Niektórzy też zwyczajnie współpracują z innymi użytkownikami Cubase'a nad wspólnymi projektami.

Najciekawsze, że NIKT z obrońców dongle'a nie przejawia entuzjazmu na myśl, że podobne zabezpieczenie powinny mieć systemy operacyjne, arkusze kalkulacyjne, edytory tekstu, gry czy w ogóle inne programy, z których się na codzień korzysta. I NIKT nie przyznał, że żałowałby, gdyby Steinberg zrezygnował z dongle'a... Czyli: "Dla Cubase'a jest to doskonałe rozwiązanie, ale nie chcemy, by było powszechne, a gdyby jednak producent z niego zrezygnował, to nikt by po dongle'u nie płakał..."

Dlaczego nic się nie zmieni?

Nie spodziewam się, żeby Steinberg wycofał nagle dongle'a z użytku. Dla firmy plusy przeważają nad minusami. Zresztą, o czym tu mówimy, skoro na oficjalnym forum Steinberga sami użytkownicy (niektórzy) bronią dongle'a jak wolności. Jednym z najbardziej kuriozalnych argumentów na obronę, z jakimi się spotkałem, było porównanie Cubase'a do markowego sprzętu. Jeśli się chce takiego sprzętu używać w dwóch miejscach, trzeba po prostu kupić drugi egzemplarz. Czyli tylko dlatego, że Steinberg zabezpiecza Cubase'a sprzętowym kluczem, mam sobie kupować drugą licencję (albo drugiego dongle'a), a może potem kolejne, jeśli będzie więcej miejsc, gdzie chciałbym go użyć? No, ale jak w ten sposób rozumują niektórzy użytkownicy, to nie spodziewam się, żeby producent w ogóle pochylił się nad problemem.

Z kolei nie można też liczyć na to, że Steinberg dogada się z iLokiem, bo skoro ma własne działające rozwiązanie, to po co ma je zamieniać na podobne, ale za które będzie musiał sam płacić licencję? Dlatego nie podzielam optymizmu użytkowników, czekających w napięciu na wersję 11 Cubase'a, która "na pewno" dongle'a nie będzie już miała...

0 komentarze:

Publikowanie komentarza