YouTube i prawa autorskie raz jeszcze
O problemach z prawami autorskimi pisałem prawie dokładnie rok temu, bo już wtedy zacząłem dostawać tzw. claimy (czyli roszczenia) od firm rozmaitych, które przypisywały sobie prawa do utworów publikowanych przeze mnie na moich kanałach youtube'owych. Liczba "naruszeń"" wzrosła, gdy założyłem kanał GadesTester, bo z oczywistych względów wrzucałem tam dużo więcej nagrań (obecnie jest tam 390 nagrań w porównaniu do 167 na GadesMusic).
Zazwyczaj sprawa jest niezbyt groźna (choć nadal irytująca). Po otrzymaniu claima piszę odwołanie, gdzie wklejam przygotowany tekst mówiący o tym, że sam nagrałem, sam przygotowałem, że mam pliki projektów i mogę rzecz udowodnić, a na dodatek, że nagrywam dzieła będące w domenie publicznej, które każdy może swobodnie wykonywać. Po przesłaniu czekam na efekt - zwykle nie ma żadnej reakcji i po 30 dniach wszystko wraca do normy, utwór znów jest w pełni mój i roszczenia znikają. Czasem firmy zgłaszające same wcześniej usuwają roszczenia - chwała im za to, że robią jakikolwiek przegląd.
Gorzej, jeśli firma podtrzyma swoje zastrzeżenia, jak to było w przypadku Carmina Burana Orffa. Firma Believe Music uparła się, że chór jest ich i w utworze śpiewają ich soliści. Pierwszą wersję wyciszyłem, ale wrzuciłem po poprawkach drugą - i znów firma się czepiła. Zadałem sobie trud, odszukałem na ich stronie formularz zgłaszania zastrzeżeń i opisałem, że skoro to jest ich nagranie, to w porządku, umieszczę w opisie, że to dzieło ich śpiewaków, wymieniając ich wszystkich po nazwiskach. W sytuacji, gdy w mojej wersji chór nie śpiewa nawet właściwych słów, byłaby to kompromitacja dla niby poważnego wydawcy. Po takiej wiadomości Believe Music wycofała swoje roszczenia.
Ostatni "ostry" przypadek miałem ostatnio, gdy testowałem konfigurowanie Pianoteq, by był maksymalnie realistyczny:
Sporny utwór
Nie spodziewałem się problemów, bo praktycznie dokładnie ten sam utwór wrzucałem już wielokrotnie, renderowany za pomocą różnych bibliotek, w tym także za pomocą Pianoteq. Ale nie, tym razem zgłosiła się belgijska firma PIAS, według której moje nagranie było nagraniem Światosława Richtera, ukradzionym i opublikowanym na moim kanale. Oczywiście, zgłosiłem sprzeciw, po paru dniach firma PIAS swoje roszczenia utrzymała. YouTube dał mi do wyboru dwie opcje: albo kładę uszy po sobie i usuwam nagranie, albo on mi to nagranie usunie sam i jeszcze da Copyright Strike'a (a pamiętajmy, trzy "strajki" i tracimy kanał). Żadnej możliwości negocjacji, żadnej opcji udowodnienia, że racja jest po mojej stronie. No i oczywiście żadnego dowodu ze strony firmy PIAS, że ich roszczenia są zasadne...
Wypróbowałem zatem ostatnią deskę ratunku, którą się już parę razy posłużyłem. Po prostu zmniejszyłem tempo utworu w DAW ze 120BPM na 119BPM. Wyrenderowałem, wrzuciłem. Firma PIAS tym razem nie rozpoznała w nagraniu swojego dzieła, bo nagranie wydłużyło się o 1,5 sekundy i przestało pasować do wzorca. Ech...
Przyznam, że jest to irytujące, a jeśli nagrywacie muzykę klasyczną, wręcz frustrujące. Wykonań Chopina, Bacha, Mozarta czy Beethovena są setki, jeśli nie tysiące, i wszystkie są w gruncie rzeczy do siebie bardzo podobne. Z jednej strony rozumiem wydawców, którzy chcą chronić prawa artystów, których reprezentują. Ale z drugiej strony - co ma zrobić ktoś, kto faktycznie na przykład ćwiczy grę na fortepianie i jest dobry, na tyle dobry, że jego nagrania zaczynają przypominać nagrania najlepszych? Ma nie publikować, bo już ci najwięksi "zajęli miejsce"? Strasznie to głupie i na pewno nie powinno być rozwiązywane jednostronnie na zasadzie: "My, firma, wiemy lepiej, że ukradłeś..."
Komentarze
Prześlij komentarz