Znaczenie mikrofonu dla podkasterów

Zakończyłem nagrywanie testów jedenastu mikrofonów - publikacja tych testów będzie trwała pewnie aż do nowego roku, ale pewne wnioski mogę wysnuć już teraz. Choć testy rozpocząłem bardziej z ciekawości i aby mieć co publikować na podkaście, to z każdym sprawdzonym modelem głębiej zastanawiałem się, czy w ogóle podkasterzy - szczególnie początkujący - powinni się przejmować mikrofonem? Czy jego wybór jest NAPRAWDĘ aż tak bardzo istotny?

Mikrofon jest ważny

Z wielu powodów mikrofon jest bardzo ważny. To w końcu on przenosi nasz głos do medium cyfrowego (chyba nie ma analogowych podkastów?), więc od jakości tej zmiany zależy wierność reprodukcji. I choć podkasty traktuje się pod tym względem bardziej pobłażliwie niż nagrania audiobooków, to trzeba pamiętać, że mikrofon jest tylko jednym ogniwem łańcucha: sygnał trafia z niego za pomocą (najczęściej) kabla do przedwzmacniacza, potem do konwertera analogowo-cyfrowego, potem do komputera/rejestratora, tam jest dodatkowo przetwarzany w trakcie postprodukcji. Każde ogniwo wnosi swoje własne zakłócenia, które się sumują i mają wpływ na efekt końcowy, zatem powinno nam zależeć, by mieć wszędzie zapewnioną jak najwyższą jakość. Wrócę do tego za moment.

Ponadto mikrofony w różny sposób traktują nasz głos, mają różne charakterystyki przenoszenia (czasem podbijają niskie tony, czasem wysokie, czasem mają obcięty zakres częstotliwości), różne charakterystyki kierunkowe, inaczej rejestrują dźwięki otoczenia, są mniej lub bardziej czułe, różnią się też odpornością na głoski wybuchowe, podmuchy, wstrząsy. Mają też różne poziomy szumów własnych, odporności na ciśnienie akustyczne, dysponują odmiennymi funkcjami (np. posiadają włączniki, filtry, tłumiki, możliwość zmiany charakterystyki kierunkowej itp.). Różni je też często sposób działania, podłączenia i zasilania. Wybierając konkretny model, wybieramy więc nie tylko brzmienie. Czy nie wiedząc niczego o mikrofonach i nagrywaniu głosu można zrobić to świadomie? Nie sądzę.

Mikrofon nie jest ważny

Może ujmę to łagodniej: mikrofon nie jest AŻ TAK ważny, jak się powszechnie uważa. Taki mam wniosek po przeprowadzeniu testów. Nic z tego, co napisałem wyżej, nie traci ważności, a jednak... to raczej detale niż kluczowe elementy. Czy inaczej: nie wszystkie cechy mikrofonów są jednakowo istotne. Myślę, że (poza ceną) należy kierować się przede wszystkim typem mikrofonu (kapsuły) i jego kierunkowością.

Dokładne omawianie typów i ich zalet oraz wad to temat na zupełnie osobny wpis, tutaj poprzestanę na krótkich ogólnikach. Do warunków trudniejszych akustycznie lepiej wybrać mikrofon dynamiczny, który jest ciut mniej czuły, a dodatkowo zwykle trzeba do niego mówić z dość bliska, co również polepsza stosunek sygnału użytecznego do sygnału tła. Mikrofon pojemnościowy sprawdzi się za to zwykle lepiej w cichych pomieszczeniach, pozbawionych pogłosu - dodatkowo też musimy zapewnić odpowiednie urządzenie nagrywające, które będzie potrafiło zasilić taki mikrofon - funkcja nazywa się phantom i bez niej mikrofon pojemnościowy zwyczajnie nie będzie działał.

Troszkę pobocznym problemem jest to, czy wybieramy mikrofon USB czy też podłączany normalnym złączem audio (mini-jack, XLR). USB jest wygodne, bo po prostu podłączamy mikrofon do komputera i nagrywamy, ma jednak szereg wad: takiego mikrofonu nie podłączymy do normalnych urządzeń audio (interfejs, mikser), jeśli w przyszłości rozbudujemy studio albo będziemy chcieli nagrywać u kogoś z wykorzystaniem urządzenia typu RødeCaster. W półprofesjonalnych i profesjonalnych zastosowaniach USB sprawdza się średnio. Dodatkowo jesteśmy w tym wypadku zależni od niezbyt wysokiej klasy karty dźwiękowej, która jest wbudowana w korpus mikrofonu - jeśli ona szumi czy buczy albo ma ograniczone parametry rejestracji dźwięku, to nie uda się nam jej wymienić, pozostawiając mikrofon. Wyjątkiem są tutaj mikrofony, które OPRÓCZ portu USB oferują także gniazdo XLR (np. Shure MV7 czy Samson Q2U) - mogą być one niezłym rozwiązaniem na początek.

Sprawy pozamikrofonowe

Zmierzam do tego, że jeśli mamy już wybrany rodzaj mikrofonu (np. kardioidalny jako "standard" w podkastingu, bo nie będzie nam zbierał sygnału zza mikrofonu i dynamiczny ze względu na brak adaptacji akustycznej), to cała reszta mniej zależy od samego mikrofonu, a dużo bardziej od warunków nagrywania, sposobu mówienia do mikrofonu i... obróbki. Wierzcie lub nie, ale dużo bardziej w nagraniu męczą mlaski, embolofazje (dźwięki namysłu) czy "popy" (nagłe uderzenia powietrza w membranę przy wymawianiu głosek wybuchowych) niż to, że mikrofon ma troszkę ograniczone pasmo albo podbija jakąś częstotliwość. Nie chcę przez to powiedzieć, że samo brzmienie mikrofonu jest bez znaczenia, ono się zmienia w zależności od modelu, to jasne. Jednak jeśli zależy nam przede wszystkim na przekazaniu treści w sposób zrozumiały i czytelny, bez zniechęcania słuchacza, to po wybraniu mikrofonu (a znośnie sprawdzi się nawet model za 70zł!) zajmijmy się samą techniką mówienia: jak blisko czy daleko od mikrofonu się ustawić, jak stosować pop-filtr lub specjalne gąbki, jak się prawidłowo nawadniać i w końcu, jak poprawnie mówić. Z dobrą dykcją, intonacją, bez dźwięków namysłu, bez cmokania. Po testach dociera do mnie, jak ważna jest właśnie ta niesprzętowa strona całego procesu nagrywania.

I jeszcze druga rzecz: naprawdę warto zadbać o miejsce, w którym nagrywamy. Nie mówię, żeby od razu zamieniać sypialnię w studio, ale na pewno pomogą wszelkie miękkie rzeczy w otoczeniu, dywany, zasłony, poduszki, kanapa, otwarta szafa z ubraniami, regały pełne książek - wszystko to zmniejsza pogłos, a eliminacja pogłosu naprawdę zmienia w nagraniu wiele - na moje ucho więcej, niż kupienie dwukrotnie droższego mikrofonu. Do dziś pamiętam uczucie, kiedy nagrywałem pierwszy raz po zamontowaniu paneli akustycznych - zmiana jakości dźwięku była kolosalna, a przecież nie zmieniłem ani mikrofonu, ani urządzenia rejestrującego!

Co i jak wybrać?

Sprawdzałem i mikrofon za 50, i za 3000zł. Rozpiętość cenowa ogromna, różnica w brzmieniu również. Ale nawet ten "nędzarz" za 50zł brzmiał lepiej niż mikrofon wbudowany w smartfona i do nagrywania początkowych odcinków podkastu nadawałby się dużo lepiej niż smartfonowa parodia mikrofonu. A dozbrojony w pop-filtr, w cichym pokoju bez pogłosu, umiejętnie obrobiony - dałby radę tym bardziej.

Ostatecznym wnioskiem jest to, że - szczególnie na początku - nie ma co sobie zawracać specjalnie głowy mikrofonem, tylko nagrywać i zdobywać doświadczenie oraz ćwiczyć sposób mówienia. Po kilku, kilkunastu sesjach nagranych i obrobionych będziemy wiedzieć, czy mikrofon nam wystarcza, a jeśli nie - to czego nam w nim brakuje. A wtedy dobrać odpowiedni model będzie dużo łatwiej.

Komentarze