Tascam Portacapture X8 - pierwsze wrażenia

Mam możliwość używania w ostatnim czasie rejestratora Tascam Portacapture X8, równolegle z moim wiernym Tascamem DR100mk3. Jako że są to urządzenia tej samej mniej więcej klasy, daje to możliwość porównania nowszego urządzenia z tym starszym. Czy faktycznie najnowszy rejestrator firmy Tascam jedną ręką pokonuje starszego brata? I tak, i nie.

Wrażenia zupełnie pierwsze

Te zupełnie pierwsze wrażenia wcale nie były pozytywne. Przy rozpakowaniu pudełka wyjmujemy z niego rejestrator, komplet baterii alkalicznych AA (4 sztuki) oraz... odłączone mikrofony. X8 bowiem, w odróżnieniu od DR100, ma odłączane mikrofony, które można zastąpić dowolnymi innymi, byle dawały się podłączyć za pomocą małego jacka (ja wypróbowałem np. Røde VideoMicro). Także w odróżnieniu od DR100, mikrofony w X8 da się ustawić w położeniu XY lub czymś a'la ORTF.

Skąd jednak negatywne wrażenia? Otóż włożyłem do rejestratora otrzymane z nim ogniwa, jednak nie dało się urządzenia uruchomić. Dopiero wymiana baterii na akumulatorki Eneloop Pro dała oczekiwany efekt - na ekranie pojawił się napis Power On i po (dłuższej) chwili mogłem sformatować kartę pamięci (niestety, microSD) oraz przystąpić do oględzin.

Podczas tychże oględzin potwierdziły się moje obawy, że piękny i zachwalany w spotach reklamowych dotykowy ekran to nie jest dobre rozwiązanie dla mnie. Niektóre elementy, w które trzeba "kliknąć", są zdecydowanie za małe na moje paluchy. Nie jest dobrze, jeśli mam problem z wejściem choćby w ustawienia danego kanału czy włączeniem zasilania phantom...

Na koniec jeszcze zjeżył mnie sposób ustawiania daty i czasu. Wszystko robi się, rzecz jasna, palcem po ekranie - w urządzeniu była ustawiona godzina 23:57, tymczasem aktualna godzina to 9:07. Programiści postanowili jednak, że przesuwane palcami liczby nie są zapętlone, więc zamiast na przykład z 57 na 7 przejść jednym maźnięciem, to musiałem machać i machać, aż cofnąłem się z 57 na 7...

Jest ciut lepiej

Postanowiłem mimo wszystko dać urządzeniu szansę i ponagrywałem nieco głosów i odgłosów. Tu jeszcze dwa kamyczki do ogródka Tascama - po pierwsze, dlaczego - u licha - rejestrator nie potrafi zapamiętać, które kanały mam wybrane do nagrywania? Po wyłączeniu i włączeniu za każdym razem trzeba wchodzić na kartę Input i wyłączać ścieżki, których nie chcemy nagrywać, bo zawsze domyślnie są włączane wszystkie... Drugi kamyczek to... tutorial nagrywania. Kiedy nacisnąłem przycisk nagrywania, to zamiast zacząć nagrywać, musiałem przeklikać się przez samouczek. Niby fajna sprawa, ale moim zdaniem to już idzie trochę za daleko... Ale miało być pozytywnie, więc dajmy temu spokój.

Dużym pozytywem i dużą różnicą w porównaniu do Tascama DR100 jest możliwość jednoczesnej i niezależnej rejestracji sygnału z poszczególnych wejść. Można nagrywać z podłączonych mikrofonów i w tym samym czasie z mikrofonów wbudowanych. Każde z wejść można przy tym w dużym zakresie skonfigurować (poziom wejściowy, zasilanie phantom, a nawet efekty w rodzaju filtra górnoprzepustowego, bramki szumów, kompresji czy korekcji). To naprawdę fantastyczna możliwość, której nieraz mi brakuje w DR100.

Dodatkowym plusem jest nagrywanie każdej ścieżki do osobnego pliku wav, więc nawet wspomniana wyżej wada resetowania aktywności ścieżek nie jest aż tak kłopotliwa - jeśli zapomnimy "odhaczyć" zbędne ścieżki, to po prostu nagrają nam się dodatkowe pliki, których nie musimy np. kopiować do komputera. Jest to o wiele poręczniejsze niż ogromne, wielościeżkowe pliki z RødeCastera, z których dopiero trzeba wyłuskiwać potrzebne nagrania...

32 bity

Jedną z podkreślanych przez producenta przewag X8 nad konkurencją (zwłaszcza nad rejestratorami z przeszłości) ma być zmiennoprzecinkowy zapis 32-bitowy. Do tej pory zwykle zapisywaliśmy dźwięk w 16 bitach, a jeśli ktoś walczył o najlepszą jakość, nagrywał w 24 bitach. Co dają te dodatkowe bity? Żeby nie wchodzić w szczegóły, zmiennoprzecinkowy zapis trzydziestodwubitowy mocno zwiększa zapas dynamiki. 16 bitów daje 96dB zakresu dynamicznego, 24 bity - już ponad 140dB, zmiennoprzecinkowe 32 bity - około 1500dB! Oczywiście, w praktyce takich sygnałów nikt nie rejestruje - najgłośniejszy poziom głośności to erupcja Krakatau, którą szacuje się na "tylko" około 180dB. Także mikrofony, przedwzmacniacze oraz przetworniki analogowo-cyfrowe są zdolne "obsłużyć" poziom dźwięku od 100 do - powiedzmy - 140dB (zależy, o którym urządzeniu myślimy). Po co więc komuś te 32 bity?

Otóż rejestratory 32-bitowe (a jest ich na rynku już parę modeli) mają przede wszystkim uchronić nas przed przekroczeniem cyfrowego zera, czyli przed przesterowaniem. Wyobraźmy sobie, że chcemy nagrać sygnał podczas jazdy samochodem. Ustawiamy w rejestratorze wzmocnienie sygnału wchodzącego przez mikrofon, włączamy nagrywanie, ruszamy. Niestety, wjeżdżamy na drogę pełną dziur i w dodatku wysypaną kamyczkami - hałas w kabinie rośnie drastycznie, rejestrator bardzo łatwo osiąga 0dB, pojawiają się przesterowania i nagranie można wyrzucić (pomijam w ogóle sens nagrywania w takich warunkach - ale załóżmy, że mamy do nagrania strasznie ważne przemyślenia).

W wypadku rejestracji 32-bitowej cyfrowe 0dB nie jest już przeszkodą. Zmiennoprzecinkowość sprawia, że liczby (na które konwertowany jest ostatecznie dźwięk) nie są ograniczone do sztucznego przedziału liczb stałoprzecinkowych (czyli są rzeczywiste, a nie całkowite, powiedziałby matematyk). Plik dźwiękowy po otwarciu go w programie audio będzie, naturalnie, przesterowany, ale wystarczy go... ściszyć. I nagle okazuje się, że nie dostajemy materiału pościnanego na szczytach, co dzieje się przy zapisie 24-bitowym, tylko odzyskujemy wszystkie szczegóły. Taka sobie magia.

Teoria teorią, a jak to wygląda w prawdziwym życiu? Zrobiłem opisany powyżej eksperyment - umieściłem rejestrator w aucie, ustawiłem dość wysoko poziom zapisu i pojechałem na przejażdżkę, gawędząc z X8. Po powrocie i zgraniu pliku do komputera, w Acoustice zobaczyłem przerażający (do niedawna) obraz:

Ale wystarczyło ściszyć całość o 25dB (!!!), żeby plik zaczął wyglądać zupełnie normalnie:

Dla porównania, plik z pierwszego screena po zapisaniu jako 24-bitowy i po ściszeniu o te same 25dB wygląda tak:

i - jak się możecie domyślić - brzmi naprawdę tragicznie.

Jeśli ktoś chce to zobaczyć na własne oczy, to można pobrać pierwsze półtorej minuty powyższego nagrania "samochodowego" i samodzielnie się nim pobawić.

Rzecz jasna, trzeba brać pod uwagę, że pliki z nagraniami 32-bitowymi są odpowiednio większe (zwykle o 30% w porównaniu do 24-bitów) - moim zdaniem to niewielka cena, jaką płaci się za możliwość odratowania przesterowanych nagrań. Trzeba jednak pamiętać, że to nie jest magiczna sztuczka, która pozwala machnąć ręką na właściwe ustawianie poziomu nagrania - to dodatkowa deska ratunku "w razie czego".

Ostatecznie

Mimo rozlicznych bolączek, zawodów i marszczenia nosa, wielościeżkowość i 32 bity ratują X8 w moich oczach. Zwłaszcza teraz, kiedy nagrywam różne dźwięki poza ludzką mową i wiem, że nie zawsze uda się właściwie trafić z poziomem nagrania. Liczę na to, że w niedługiej przyszłości pojawią się poprawki do firmware'u urządzenia i część problemów (np. zapamiętywanie aktywnych ścieżek) zostanie naprawiona. Czy DR100mk3 trafia tym samym do szuflady? Nie. On, starym zwyczajem, będzie jeździł tam, gdzie jest... no, ryzykownie. Bo mimo wszystko boję się o ekran X8.

Pierwsze wrażenia omówiłem też w odcinku podkastu:

Komentarze