Nieskończone możliwości - o syntezatorach hybrydowych
Powolutku moje zainteresowania przesuwają się od jakiegoś czasu od nagrywania mock-upów z klasycznymi orkiestrami z powrotem do świata elektroniki. Zamiast jednak rzucać się na nowe zakupy, postanowiłem bardziej pogmerać w tym, co już mam. Początkowo chciałem się ambitnie wziąć za Omnisphere 3, ale w zasadzie dlaczego nie brać się za HALiona czy za Falcona? Czym te wszystkie instrumenty różnią się między sobą i czy czegoś w nich jeszcze brakuje? Zapraszam zatem na mało praktyczne rozważania pod tytułem: na co komu syntezator hybrydowy?
Może najpierw definicja
Cóż, z definicją jest o tyle problem, że syntezatory hybrydowe to po prostu instrumenty z bardzo różnymi sposobami tworzenia dźwięku, które w dodatku można łączyć i mieszać, uzyskując niekiedy brzmienia, które same w sobie mogłyby stać się samodzielnymi utworami. Dźwięki można tworzyć syntezą substraktywną, addytywną, samplingiem, syntezą granularną, syntezą FM czy nawet syntezą organową lub modelowaniem fizykalnym - liczba modułów w każdym z wymienionych programów przyprawia o zawrót głowy. Do tego mamy ogromną różnorodność filtrów, wzmacniaczy, efektów, które możemy dodawać na różnym etapie tworzenia dźwięku czy do różnych elementów.
Czysto i przejrzyście - Omnisphere
Z tego względu do instrumentów hybrydowych można by zaliczyć także Arturia Pigments, Melda MSoundFactory czy Kilohearts Phase Plant. Wszystkie one oferują bardzo różne typy generatorów, chociaż moim zdaniem brak porządnego samplera i ograniczona liczba warstw/efektów sprawia, że są jednak mniej elastyczne od wspomnianej we wstępie trójki Steinberg HALion, Spectrasonics Omnisphere i UVI Falcon.
Co z tego wynika?
Z potęgi i złożoności tych instrumentów można łatwo zdać sobie sprawę w najbardziej "analitycznym" z nich, czyli w UVI Falcon. Tu budowę brzmienia zaczynamy od... zdefiniowania zakresu dźwięków. Co to oznacza? Że możemy wskazać, że np. jeden zestaw generatorów/efektów będzie stosowany dla dźwięków C0:C7 z velocity 0-50, a inny zestaw dla dźwięków C0:C7 z velocity 51-100, zaś jeszcze inny dla tego samego zakresu, ale velocity 101-127. Albo inaczej: dźwięki C-2:C2 to pierwszy sposób generowania dźwięku, C#2:C4 drugi, a C#4:C7 jeszcze inny.
Przerażający Falcon - na szczęście w praktyce wszystko jest logiczne
Co zaś znaczy zestaw generatorów/efektów? Że na pierwszej warstwie będzie brzmiał szeroki pad, grany syntezatorem opartym na trzech oscylatorach, z filtrowaniem sterowanym LFO lub kołem modulacji, z przypisanym długim pogłosem typu shimmer. Na drugiej warstwie zagra zmodyfikowany sampel fortepianu z podbitym atakiem i dodanym delikatnym echem. A na trzeciej warstwie, delikatnie, granularny "pył" wygenerowany na bazie sampla naszego oddechu, rozciągniętego w czasie.
I tak, te wszystkie rzeczy można umieścić w pojedynczym brzmieniu - w zależności od velocity i zakresu dźwięków, będą grały inne warstwy i inne elementy będą tworzyły dźwięk.
Las możliwości jest ogromny
Przyznam się, że jeszcze do niedawna te instrumenty mnie lekko przerażały swoją złożonością. O ile Omnisphere jeszcze jakoś tam próbuje się maskować i nie bez przyczyny uważany jest za najbardziej przyjazny muzykom z tej trójki, to już HALion i (szczególnie) Falcon sprawiały, że ograniczałem się do ładowania gotowych brzmień z dziesiątek bibliotek i modyfikowania tylko niektórych elementów.
Postanowiłem się jednak przełamać i rzucić na głęboką wodę, zaczynając od Falcona właśnie, bo on przerażał mnie najbardziej. I o dziwo, poszło szybciej niż myślałem, bo wbrew pierwszym wrażeniom, to chyba najlogiczniej zaprojektowany instrument z omawianej trójki. Kiedy już się zrozumie, że wychodzimy tutaj od mapowania i dopiero dla określonej grupy dźwięków zaczynamy umieszczane na warstwach generatory, wszystko staje się logiczne, a czytelna nawigacja po skomplikowanych barwach za pomocą drzewa i okna inspektora naprawdę ułatwia pracę.
Pod tym względem HALion prezentuje się najbardziej chaotycznie, ale mając już doświadczenie z Falcona, bardzo szybko odnajdujemy podobieństwa i także tutaj praca zaczyna przebiegać sprawnie. Mam jednak wrażenie, że gdybym zaczął "studia" od HALiona, byłoby mi trudniej i z nim, i z późniejszym przejściem na Falcona.
HALion - po zapoznaniu się odkrywa swoje potężne oblicze
Faktycznie najprościej rzeczy się mają z Omnisphere, bo tu wszystkiego wydaje się mniej przez sprytne przełączanie zakładek. Nie widzimy zbyt dużo naraz i to ratuje sytuację, natomiast w Omnisphere nie mamy aż takiej swobody z budowaniem brzmienia. Ograniczono z góry liczbę warstw (8) i generatorów (4 na warstwę), co w praktyce nie powinno nikogo ograniczać, zwłaszcza że każdy generator i każda warstwa mogą mieć aplikowane osobne efekty, obwiednie i filtry. Faktem jest natomiast, że Falcon i HALion w zasadzie nie mają już żadnych hamulców i możemy sobie budować co i jak chcemy, o ile komputer podoła.
Ano właśnie - wszystkie te instrumenty mogą bardzo łatwo doprowadzić do "zatkania" nawet całkiem mocnych procesorów. Każdy kolejny generator, z własnymi dziwnymi obwiedniami, filtrami, efektami to następne 5-10% zajętości procesora, warto zatem podczas budowania barwy zerkać na ten parametr. Zwłaszcza warto uważać na aplikowanie pogłosów i linii opóźniających do pojedynczych generatorów - być może wystarczy to zrobić zbiorczo dla całej warstwy? Mimo upływu lat, ciągle te właśnie efekty wymagają sporych obliczeń, więc należy projektować brzmienia "z głową".
Jaś i Małgosia
Liznąwszy trochę nauki, zacząłem się wciągać. I napiszę wprost, że potrafię spędzić na zabawie z brzmieniami całe godziny, kombinując co i z czym połączyć, jaki efekt zaaplikować i czym wpływać na jakiś parametr (LFO? parametr CC? aftertouch?). Szalenie łatwo jest stracić z oczu cel, czyli nagranie utworu, jeśli początkowa wizja szerokiego, leniwego padu przekształca się nie wiadomo kiedy (!!!) w basowy rytm, pulsujący i zachęcający do stworzenia pasującego do niego leadu. Na razie niespecjalnie mi to przeszkadza, ale ostrzegam!
Po spróbowaniu zabawy stwierdzam, że teraz mam przy kręceniu gałkami większą frajdę, niż wcześniej przy przeglądaniu tysięcy gotowców. I paradoksalnie tym lepiej rozumiem sens istnienia bibliotek gotowych brzmień. HALion, Falcon i Omnisphere (a także Pigments, MSoundFactory i Phase Plant) dają tyle możliwości, że nie dziwię się, że ktoś może po prostu chcieć pisać muzykę, zamiast tracić godziny na cyzelowanie pracy filtra w górnym zakresie częstotliwości czy dopieszczaniu czasu ataku na drugiej warstwie złożonego pada. Nie ukrywam też, że czasem po prostu sprawdzam, jak ktoś uzyskał ten czy inny efekt, co zastosował i jak zaprogramował. Nadal jestem daleki od stwierdzenia, że "prawdziwą muzykę" można tworzyć tylko z własnych brzmień i powtórzę znany komunał: Mozart nie budował skrzypiec i klawesynów.
Efekty praktyczne
Wypadałoby na koniec pokazać jakieś małe co-nieco ze swoich zmagań z tworzeniem brzmień syntetycznych:
Utwór jak utwór, bardziej to prezentacja brzmień niż coś faktycznie ambitnego, ale dziwnie byłoby pisać o syntezatorach i nie dać niczego do posłuchania. Niemniej, miejcie na uwadze, że to moje początki w konstruowaniu własnych brzmień, omawiane instrumenty potrafią DUŻO więcej!
A może by tak sound design?
Szczerze mówiąc, tak naprawdę zastanawiam się, czy to właśnie nie sound design, czyli zabawa w tworzenie różnych dźwięków, brzmień, barw (jak zwał, tak zwał) nie sprawiła mi tym razem większej frajdy niż składanie z tego "utworu". I coś może być na rzeczy, więc kto wie, może najbliższe miesiące spędzę nie na nagrywaniu płyty, tylko na "kręceniu gałami" i poznawaniu tajników tych dźwiękowych kombajnów?
Jeśli miałbym wskazać swoje preferencje co do poszczególnych instrumentów, to póki co najbardziej "podchodzi mi" UVI Falcon - pewnie dlatego, że jest najbardziej uporządkowany, a najmniej odgórnie ograniczony. Omnisphere jest za to świetne, jeśli szybko chcemy uzyskać określony rodzaj brzmienia - parę ustawień i już wszystko zaczyna brzmieć mniej więcej dobrze i można grać. Z HALionem mam największy problem, bo z jednej strony ma OGROMNE możliwości, ale z drugiej wszystko jest tak zagmatwane (w mojej opinii!), że ciągle mam wrażenie, że mógłbym osiągnąć tam coś więcej, tylko jakieś funkcje są przede mną ukryte, bo nie kliknąłem w jakąś tajemniczą ikonkę czy nie włączyłem jakiejś opcji. Za to posiadaczom i użytkownikom Cubase bardzo HALiona polecam, bo i integracja, i sam interfejs użytkownika są tu bardzo zbliżone.
Co w takim razie z bardziej wyspecjalizowanymi narzędziami w rodzaju Serum 2 czy Dune 3? No cóż, każdy z nich ma swoje mocne strony i możliwości, których bardziej ogólne narzędzia są pozbawione (m. in. potężne macierze modulacji "wszystkiego z wszystkim"). Łatwiej też w nich ogarnąć tworzone brzmienie, bo ma ono po prostu mniej składników.
Niemniej, warto przynajmniej jedną "hybrydę" mieć w swoim narzędziowniku, na pewno przyda się do prototypowania, po wyposażeniu jej w bogatą bibliotekę gotowych brzmień można będzie bardzo szybko osiągnąć sensowne wyniki przy tworzeniu utworów. Kiedy piszę komercyjne utwory na zamówienie, zwykle właśnie HALion czy Omnisphere służą do szybkiego pokazania odbiorcy pomysłów, które potem już na spokojnie można dopracowywać.



Komentarze
Prześlij komentarz