piątek, 30 sierpnia 2019

Adaptacja akustyczna pomieszczenia

Ech, do wszystkiego trzeba dorosnąć - do dobrych rad również. Zmagam się od paru miesięcy z jakością nagrań, dokonywanych za pomocą mikrofonu (tak, chodzi o audiobooki). Na wszystkich forach, w artykułach i w dyskusjach podkreśla się, że trzeba zacząć od adaptacji akustycznej, a dopiero później zająć się sprzętem czy oprogramowaniem. Tradycyjnie dla siebie, zacząłem rzecz zupełnie "od tyłu" - najpierw testowałem programy do nagrywania, potem zająłem się mikrofonem i gdy to wszystko nie przyniosło spodziewanych rezultatów, zacząłem przyglądać się baczniej pomieszczeniu, w którym nagrywam.

Zbudowane przeze mnie panele, jeszcze przed zawieszeniem na ścianach

Generalnie głównym problemem z nagrywaniem w pomieszczeniu są: hałasy oraz pogłos. W moim przypadku początkowo nagrywałem w kompletnie nieprzygotowanym pomieszczeniu - trzy puste ściany, w tym jedna z oknem, na czwartej ścianie półeczka z książkami. Do tego włączony szumiący komputer stacjonarny oraz odgłosy wpadające przez otwarte okno, jak również dodatkowy pogłos wynikający z otwartych drzwi. Aha, no i połowa podłogi tylko przykryta dywanem, reszta to gołe panele. Efekt?

Jak słychać, jakość nie jest rewelacyjna (próbek należy słuchać w słuchawkach, w głośnikach nie będzie prawdopodobnie słychać niuansów, choć w tym pierwszym przypadku chyba nawet głośniki są w stanie uwidocznić wady). Szum, odgłosy z dworu, pogłos. Oczywiście, wówczas próbowałem walczyć z tym za pomocą wtyczek redukujących pogłos, odszumiając materiał i robiąc inne, z perspektywy czasu niezbyt mądre rzeczy.

Potem dostrzegłem, że sporo mogę zyskać, zamykając okno i drzwi. "Przeprosiłem się"" także z rejestratorem Tascam, co pozwoliło mi wyłączyć komputer. Na dużej ścianie za plecami powbijałem haczyki (niech mi Żona wybaczy!) i rozwieszałem do każdej sesji koce, zasłony czy prześcieradła. Podczas nagrania miałem tuż za plecami dodatkowy "ekran", zrobiony z blendy fotograficznej. W ten sposób nagrałem kilka kolejnych audiobooków:

Było lepiej, to na pewno, ale ciągle przeszkadzał mi ten minimalny, ale słyszalny pogłos. Nijak nie dało się zniwelować za pomocą koców - dopiero postawienie przy ścianie wyjętego z łóżka materaca (sic!) spowodowało, że pogłos się zmniejszył. Diagnoza zatem brzmiała - bez absorberów się nie obędzie. Postanowiłem się więc w takowe zaopatrzyć, co efekcie dało taki rezultat:

Nagranie jest już całkiem w porządku, jak na obecny mój poziom wiedzy i doświadczenia. Co ważne, nie muszę do każdego nagrania "konfigurować" całego pomieszczenia, wieszać szmat na ścianach i robić innych, irytujących swą powtarzalnością rzeczy.

Ostateczny cel został (chwilowo) osiągnięty, więc wypada teraz skupić się na samym czytaniu, już teraz bez zgrzytania zębami, że materiał wyjściowy jest beznadziejny. Dodam tylko tytułem wyjaśnienia, że powyżej wstawione fragmenty są nieprzetworzone - nie zmieniałem głośności, nie odszumiałem, nie usuwałem pogłosu; wszystko prosto z plików zarejestrowanych w rejestratorze.

0 komentarze:

Prześlij komentarz