[T] Pół roku ze Studio One Professional

No dobrze, może nie pół roku, ale prawie, bo niemal pięć miesięcy używam już PreSonus Studio One Pro. Praktycznie cała płyta "Expectation" powstała właśnie w nim, z wyjątkiem utworu "Caravan" (FL Studio; dopisek z lutego 2019 - przeniosłem także "Caravan" do Studio One, więc obecnie wszystkie utwory z tej płyty mam w jednym DAW). Cóż mogę po tych miesiącach napisać?

Przyzwyczajenie

Przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka, tak przynajmniej mówią mądrzy ludzie. Coś w tym jest, bo początkowo trudno mi było zrezygnować z FL Studio i Cubase'a. Zwłaszcza że parę rzeczy w Studio One jest zrobionych inaczej i trzeba się było do nich przystosować.

Ostatecznie jednak cała nauka przyszła zaskakująco łatwo i obecnie całkiem swobodnie poruszam się po aplikacji, a położenie większość funkcji już mam opanowane. Zresztą, duża zasługa w szybkości pracy leży po stronie klawiatury od Arturii, która daje dostęp choćby do obsługi "transportu", czyli włączania/wyłączania odtwarzania czy zapisu, cofania operacji itp.

Bardzo fajnie działa edytor MIDI oraz edytor patternów - programowanie perkusji jest niemal tak przyjemne, jak w FL Studio, a to - moim zdaniem - duża pochwała. Na razie mało pracowałem z plikami audio (jedynie dostosowywałem metrum - banalnie proste), więc o współpracy z Melodyne czy RevoicePro nie wiem jeszcze zbyt dużo.

Ścieżki specjalne

Całkowicie jednak "kupiły" mnie funkcje ścieżek akordów i aranżacji. Pierwsza działa tak, że programujemy sobie na specjalnej ścieżce progresję akordów (np. dwa takty d-moll, potem po jednym f-moll i H-dur). I teraz możemy zaznaczyć dla ścieżek konkretnych instrumentów, żeby program "pilnował" pozostawania w ramach danego akordu (automatycznie przesuwają się nuty na właściwe pozycje). Oczywiście, rzecz jest odwracalna, tzn. po wyłączeniu mamy nagrany przez nas materiał.

Co ciekawe, można to zastosować także do materiału audio, aczkolwiek nie przynosi to bardzo ciekawych efektów. Inna sprawa, że Studio One pozwala z materiału audio te progresje akordów... wydobywać i przerzucać do ścieżki!

Ścieżka aranżacji to coś, co doceniłem dopiero po pewnym czasie. Zwykle utwór zbudowany jest z podobnych części: najpierw jest wstęp, potem np. pierwsza zwrotka, refren, druga zwrotka, mostek, refren dwa razy i zakończenie. Zwykle w programach DAW można w celu ułatwienia sobie nawigacji powstawiać znaczniki (markery), odpowiednio nazwane - żeby nie było, w Studio One też można tak pracować. Zdecydowanie lepiej jest wykorzystać ścieżkę aranżacji. Rysujemy na niej, odkąd dokąd są odpowiednie części, nazywamy je sobie, a nawet kolorujemy i... Czary mary zaczynają się dziać, jeśli chcemy zmodyfikować utwór. Trzeba jeszcze trzeciej zwrotki przed ostatnim refrenem? Przeciągamy zwrotkę i upuszczamy we właściwym miejscu, a cała aranżacja się grzecznie dostosowuje - wszystkie elementy "za" przesuwają się do tyłu i robią miejsce dla nowego elementu. Podobnie możemy fragment usunąć czy powielić. Koniec z bałaganem, koniecznością przenoszenia markerów z miejsca na miejsce (i pamiętania o tym!)

Najgorsze, że dopiero po odkryciu tych magicznych ścieżek w Studio One zobaczyłem, że one są także w... Cubase! Nie tak elastyczne i wygodne, ale są, a ja, przyzwyczajony od ćwierćwiecza do standardowych funkcji programu, nawet ich nie zauważyłem...

Sprawy techniczne

Od strony wydajności nie mam żadnych negatywnych odczuć. Studio One działa w mojej opinii równie dobrze, co Bitwig, a znacznie wydajniej niż FL Studio, które "zapycha" się znacznie szybciej (dopisek z 2019-05-08: o ile przez dłuższy czas przekonanie o lepszej wydajności Studio One było raczej intuicyjne, to zyskałem dowód w momencie, gdy przeniosłem do niego kilka utworów zrobionych w FL Studio; przenosiłem dosłownie wszystko, łącznie z wtyczkami efektowymi i automatyzacją, po czym zawsze, podkreślam: ZAWSZE Studio One odtwarzało utwór z dużo większym zapasem mocy, bez zacięć, przycięć i przytkań; ustawienia interfejsu audio były w obu przypadkach takie same, stąd uważam, że to ostateczne potwierdzenie odczuć).

Jeśli chodzi o stabilność, to oczywiście nadal króluje pod tym względem Bitwig, za nim zaś utrzymuje się Reaper, jednak do Studio One mam większe zaufanie niż do Cubase, które nawet po przeinstalowaniu systemu potrafi ni z tego, ni z owego po prostu się zamknąć, grzebiąc w zgliszczach tworzony właśnie utwór.

Co uwiera?

Z rzeczy uwierających mam jedną poważną, a dwie kosmetyczne. Pierwsza uwaga kosmetyczna związana jest z jakimś problemem na styku Studio One-Omnisphere. Wszystkie dotychczasowe zawieszenia się aplikacji PreSonusa wystąpiły podczas prób współpracy z Omnisphere. Niewykluczone, że wina leży po stronie wtyczki, jednak z żadnym innym DAW problemu nie ma. Przy czym dodam, że Omnisphere normalnie działa i korzystam z tej wtyczki z powodzeniem, jednak oduczyłem się zmieniania brzmień podczas odtwarzania utworu - właśnie bowiem wtedy Studio One lubiło się zawiesić.

Druga drobnostka to mała liczba funkcji do przetwarzania zdarzeń MIDI - pod tym względem potęgą jest Cubase, który posiada mnóstwo, czasem dziwacznych, funkcji zmieniających w jakiś sposób zdarzenia MIDI (np. odwracanie kolejności czy jakieś operacje logiczne). Fajnie, gdyby programiści PreSonusa trochę popracowali nad podobną funkcjonalnością.

Rzecz poważna to brak nagrywania retrospektywnego. Bardzo mi to doskwiera, nawet nie spodziewałem się, jak bardzo. Okazuje się, że tak pracuje mi się najlepiej - włączyć jakąś ciekawą barwę i grać, próbować, testować. Oczywiście, na razie obchodzę to, po prostu włączając rejestrację na wybranym śladzie. Zdecydowanie jednak wolałbym mieć możliwość przywołania z pamięci tego, co udało mi się zagrać. Pod tym względem tęsknię za Cubase...

O wersji Professional

Używam wersji Professional i w zasadzie tylko taką mogę polecić, a wszystko z uwagi na fakt idiotycznego w mojej opinii ograniczenia wersji Artist i Prime. Nie mogą one używać wtyczek VST - Prime w ogóle, Artist może, ale tylko z płatnym dodatkiem. Jeśli PreSonus zapragnął, by jego aplikacja była niszowa, wybrał doskonałą drogę. Jest to o tyle dziwne, że właśnie wersja Artist jest dodawana za darmo do różnego rodzaju sprzętu jako bonus - idę o zakład, że większość osób, kiedy tylko zorientuje się, że nie można korzystać z VST, wyrzuca ją z dysku.

Pomijając nieszczęsne VST, i tak warto rozważyć wersję Professional zamiast Artist, a to ze względu na opisywane wyżej ścieżki akordów z możliwością wyciągania akordów z klipów audio, na możliwość współpracy z formatem AAF, możliwość masteringu, pełną wersję Melodyne itp. - pełną listę porównawczą znajdziecie na stronie producenta.

Naśladowcy

Na dniach wyszła wersja 10 Cubase. I z tego, co widziałem na prezentacjach, wprowadzone w niej zmiany są wzorowane właśnie na Studio One - wygodne wyszukiwanie i grupowanie wtyczek, łatwa edycja audio (fakt, że w Cubase "natywna", bez wspomagającej aplikacji w rodzaju Melodyne), organizacja śladów, podczepianie wtyczek itp. Może po prostu zaktualizować się do "dziesiątki", to będę miał najlepsze z obu programów? Hm...

Tak czy inaczej, Studio One Professional z pewnością jest warte uwagi, bo zdecydowanie łatwiej było mi się przesiąść na nie niż swego czasu na Bitwiga. Gdyby tylko programiści dodali nagrywanie retrospektywne, byłby niemal ideał!.

Komentarze