wtorek, 27 listopada 2018

Banki czy instrumenty?

Muzyk lutnikiem

Muzycy dzielą się z grubsza na tych, którzy używają gotowych instrumentów oraz tych, którzy lubią popracować nad własnymi brzmieniami. Wieść gminna niesie, że ci drudzy są bardziej ambitni i "każdy powinien tworzyć własne brzmienia od podstaw", z czym akurat się nie do końca zgadzam, dając za każdym razem kontrargument, że skoro tak, to każdy pianista powinien grać na własnoręcznie zbudowanym fortepianie.

Niemniej coś w tym jest, że używane brzmienia wpływają znacząco na styl danego muzyka i jego rozpoznawalność. Stosunkowo łatwo jest "na słuch" rozpoznać Vangelisa, Bilińskiego czy Oldfielda, chociaż moim zdaniem brzmienie to tylko część - liczy się też sposób budowania harmonii, frazowanie, charakter melodii itd.

Serum - jeden z popularniejszych obecnie syntezatorów

Tak czy inaczej zmierzam do tego, że sam osobiście wielkim sound designerem (czyli twórcą brzmień) nie jestem, nie byłem i pewnie nie będę. Czasem, w nowym syntezatorze, coś tam sobie pokręcę, a i zazwyczaj troszkę modyfikuję gotowe barwy, których używam w swoich utworach - no, ale to tyle. Trochę w tym lenistwa, a trochę przesunięcia zainteresowania na tworzenie utworu, a nie brzmień.

PadShop Pro - syntezator granularny

Jeśli nie własne, to co?

Oczywiście, jeśli nie tworzy się własnych brzmień, to pozostaje albo komponować przy użyciu ciągle tych samych, albo zdobywać wciąż nowe w jakiś sposób. No, a jeśli zdobywać, to znów są dwie drogi: albo kupować ciągle nowe instrumenty (w końcu praktycznie każdy ma jakiś zestaw gotowych brzmień), albo kupować banki brzmień dla instrumentów już posiadanych.

Droga kupowania zestawów brzmień staje się kusząca, jeśli mamy w posiadaniu jakiś fajny, elastyczny instrument, dla którego już istnieje wiele różnorodnych banków i ciągle powstają nowe. Obecnie takimi instrumentami są choćby: Zebra 2, Massive, Omnisphere, Sylenth, Serum czy Diva (to z syntezatorów) lub Kontakt czy Falcon (jeśli chodzi o hybrydy syntezatorowo-samplerowe). Warto przejrzeć ofertę takich producentów, jak Luftrum, ADSR czy SoundIron - i lepiej to zrobić, ZANIM zainwestujemy w jakiś instrument.

Co lepsze?

Wydaje mi się - na podstawie własnych doświadczeń - że bardziej ekonomiczne jest raczej rozbudowywanie bazy brzmień dla jednego instrumentu niż rozszerzanie listy syntezatorów lub samplerów. Ta lista i tak nam się rozszerzy, bo nie wszystko da się zrobić jednym instrumentem (np. Sylenth - choćbyśmy nie wiem jak się starali - nie da nam takiej jakości brzmień chóralnych jak np. EastWest Symphonic Choirs).

Poza tym przy takim podejściu, czyli dodawaniu nowych brzmień do posiadanego instrumentu, łatwiej też o szybką naukę jego obsługi - w końcu ciągle widzimy ten sam interfejs użytkownika.

Banki brzmień na każdą okazję

Banki są też relatywnie tanie - o ile nowy, solidny instrument to koszt zwykle 150-200$, to bank zawierający 50-100 brzmień kosztuje zwykle około 10-20$. Dodatkowa zaleta to możliwość "specjalizacji" - np. potrzebujemy brzmienia typu string, to kupujemy odpowiednią bibliotekę. Basy? Pady? Jest tego mnóstwo. W przypadku zakupu całego instrumentu siłą rzeczy część jego brzmień może pozostać niewykorzystana.

Ostateczna decyzja należy do każdego muzyka i okoliczności, warto po prostu wiedzieć, z czego można wybierać.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza