[T] Steinberg WaveLab 9.5 Pro

Przez ostatnie dwa tygodnie korzystałem z dobrodziejstw programu Steinberg WaveLab 9.5 Pro. Od dawna używam wersji Elements i byłem ciekaw, czy w praktyce dostrzegę jakieś różnice, uzasadniające wydatek na upgrade. Nie będę więc poniżej opisywał szczegółowo funkcji wersji profesjonalnej ani porównywał ich z wersją amatorską, bo w sumie nie tego szukałem. Mam jakiś określony sposób pracy i chodziło mi bardziej o sprawdzenie, czy wyższa wersja wniesie do niego coś nowego.

Tacy sami, a ściana między nami

Na pierwszy rzut oka programy różnią się ogromnie, bo wersja Pro wręcz przytłacza liczbą zakładek, przycisków, przełączników i wskaźników. Większości nawet nie dotykałem, ale i w wersji Elements poprzestaję zwykle na podstawowym panelu.

WaveLab 9.5 Elements

 

WaveLab 9.5 Pro

Nie da się ukryć, że wersja zawodowa ma zdecydowanie więcej funkcji - wyższa cena skądś się musi brać. Pełną listę różnic można przejrzeć sobie na stronie Steinberga. Mnie przydała się tylko jedna rzecz - więcej slotów w master section. A co to takiego?

Jak się tu pracuje?

Użytkownicy zwykłych edytorów audio mogą być nieco zagubieni po uruchomieniu WaveLaba. To znaczy, będą zagubieni, jeśli oprócz prostych czynności edycyjnych (wycinanie, ściszanie, zgłaśnianie, wstawianie ciszy itp.) zapragną skorzystać z zewnętrznych wtyczek. Zwykle edytory audio mają osobne menu, w którym można wybrać żądany plugin i zastosować go na obrabianym materiale (lub na zaznaczeniu). Nie tutaj - WaveLab nie oferuje takiej możliwości.

Jak to? Profesjonalny edytor i nie można korzystać z wtyczek VST?! Uspokajam od razu - można, oczywiście, że można. Ale robi się to za pomocą tzw. master section. Jest to po prostu zestaw slotów, w których umieszcza się poszczególne wtyczki, a sygnał przechodzi przez nie po kolei. Nie trzeba zatem ryzykować, że na dalszym etapie obróbki okaże się, że np. początkowo zastosowana korekcja była niepotrzebna lub szkodliwa - wówczas zwykle wracaliśmy do pierwotnej wersji pliku (jeśli ją zachowaliśmy!) i aplikowaliśmy efekty od nowa. W WaveLab tak nie jest - po prostu wchodzimy do wtyczki i zmieniamy jej ustawienia. Całkiem jak w programach DAW.

To według mnie błogosławieństwo i przekleństwo WaveLaba. Z jednej strony mamy bowiem opisaną wyżej korzyść, ale z drugiej wybrany zestaw wtyczek nie jest zapisywany razem z plikiem, tylko jako preset aplikacji. Oznacza to, że otwierając nowy plik dźwiękowy, zestaw wtyczek pozostanie niezmieniony. Trzeba zatem zapisywać zawartość master section osobno. Ma to swoje zalety, gdyż możemy utworzyć sobie "zestawy na określone okazje", np. obróbka wokali, audiobook, mastering itp. Wydaje mi się jednak (z własnego doświadczenia), że nie jest to zbyt dobry pomysł. Zgoda, zwykle określone zadania wykonujemy podobnym zestawem wtyczek, ale i tak trzeba je specjalnie konfigurować pod kątem obrabianego materiału. Audiobook może być czytany przez różne osoby i w zależności od tego różne będą ustawienia korektora czy de-essera.

Takie podejście rodzi za to pewien problem - bo gdy zapomnimy zapisać ustawień master section, to przy powrocie do obrabianego kiedyś pliku nie uzyskamy identycznych efektów, bo zwyczajnie nie będziemy pamiętać, jakie wtedy były ustawienia poszczególnych pluginów (ani nawet, których wtyczek rzeczywiście wówczas użylismy).

Tak czy siak, dla mnie główna różnica między wersjami WaveLaba to liczba slotów w master section. Wersja Elements ma ich zaledwie 5, wersja Pro aż 12. Przyznam, że albo jest to bardzo sprytnie policzone, ale ja mam pecha, bo w niemal każdym zastosowaniu do pełni szczęścia brakuje mi w Elements dokładnie jednego slotu. Wersja Pro daje tu dużą swobodę i tego będzie mi brakowało.

Różnica w cenie

Różnica w cenie między wersjami powala. 559 euro (wersja Pro) i 99 euro (wersja Elements) to naprawdę spora różnica - pomijam fakt, że w ogóle wersja Pro jest ekstremalnie droga. To raczej bardzo wyspecjalizowane narzędzie dla firm i profesjonalistów, z którego zwyczajnie należy korzystać w pełni. Na pewno w moim przypadku obecność dodatkowych slotów w master section nie jest warta 450 euro dopłaty.

Dla użytkowników Elements

Myślę, że użytkownicy wersji Elements mają bardzo proste rozwiązanie: edytować plik źródłowy w programie Steinberga, ale obróbkę efektami i ostateczne renderowanie pliku wynikowego robić już w dowolnym programie DAW. Ma to dwa podstawowe plusy: po pierwsze brak limitu do pięciu efektów, a po drugie zapisanie razem z plikiem wszystkich zastosowanych pluginów wraz z ich ustawieniami. I raczej pójdę w tę stronę, zamiast ciułać na wersję Pro, której i tak bym w pełni nie wykorzystał. No, chyba że pojawią się jakieś bardzo atrakcyjne akcje promocyjne - wówczas czemu nie, można rzecz rozważyć.

Komentarze