Zniechęcenie
Ech, a miało być tak pięknie! Po przeprowadzce miałem raźno zabrać się do pracy nad nowym albumem. Sprzęt rozstawiony, cisza, spokój i w ogóle cieplarniane warunki. "Z marszu" powstał nawet nowy utwór (którego szkic poniżej) i... to tyle. Nie chce mi się nawet za bardzo wypisywać przyczyn, ale tradycyjnie tkwią w oprogramowaniu. Wszystko wyglądało dobrze do momentu, kiedy - tworząc kolejny utwór na nową płytę - chciałem zrobić rzecz standardową, czyli utworzyć wysyłkę efektową (przepraszam za ten nieco hermetyczny język) - PreSonus Studio One zamknęło mi się bez ostrzeżenia, zabierając - przepraszam za zwrot - w diabły dotychczasowy plon. Zmełłem w ustach przekleństwo (taka prawda!) i zacząłem od nowa, mając przecież świeżo w głowie to, co nagrałem do tej pory. Tym razem program zakończył pracę podczas wyświetlania ekranu z danymi MIDI. Ki czort?! Zmęczony postanowiłem dopracować poniższy utwór, który w głównej mierze był już gotowy. Powstał w FL Studio , więc odpaliłe...