czwartek, 21 lutego 2019

Po co mi ta muzyka?

Ostatnio w facebookowej grupie Produkcja muzyczna - homerecording rozgorzała dyskusja, dlaczego w ogóle obecnie ludzie "robią" muzykę. Teza była taka, że przecież to się kompletnie nie opłaca, bo serwisy streamingowe płacą grosze (jeśli w ogóle), konkurencja duża i w zasadzie zdecydowana większość twórców jest skazana na zignorowanie przez rynek i słuchaczy. Teza śmiała, ale w dużej części chyba prawdziwa...

Według mnie są dwa podejścia do tworzenia muzyki: komercyjne i hobbystyczne. Komercyjne zakłada naturalnie zarabianie na swojej muzyce (a może wręcz utrzymywanie się z niej) i wymaga bardzo dużego zaangażowania (czasu, ale także pieniędzy) i jako takie w moim przypadku w ogóle nie wchodzi w grę.

Ja zajmuję się muzyką wyłącznie hobbystycznie i można nieco złośliwie powiedzieć, że nie tylko nie zarabiam, ale wręcz dokładam do interesu - ale tak jest chyba z każdym hobby. Robi się to dla przyjemności i własnej satysfakcji. Wierzcie lub nie, ale nawet taka samodzielnie "wytłoczona" płyta w zawrotnym nakładzie dwudziestu sztuk potrafi ucieszyć - no i ładnie wygląda na półce.

Przede wszystkim jednak tworzenie muzyki jest nad wyraz przyjemne. Jeśli do głowy wpadnie jakiś pomysł, siadasz sobie przy instrumencie i zaczynasz ten pomysł urzeczywistniać, krok po kroku. Albo inaczej: siadasz przed instrumentem, włączasz jakąś inspirującą barwę (dla mnie taką jest barwa pianina) i brzdąkasz to i owo, aż coś w głowie "zaskoczy" i zaczną pojawiać się coraz to nowe pomysły (to właśnie na takie sytuacje przydaje się funkcja retrospective recording, obecna w niektórych programach DAW, która po prostu daje możliwość zapisania ostatnich granych 10-15 minut, jeśli uznamy, że coś fajnego nam "wyszło"). Mnie się często zdarza, że po prostu siedzę i gram, sprawdzam sobie nowe brzmienia, nowe kombinacje akordów - nawet bez zapisywania czy tworzenia z tego jakichś utworów. Takie granie tylko i wyłącznie dla przyjemności.

A jeśli uda się wreszcie nagrać - jak to nazywam - sedno utworu, można później dowolnie długo siedzieć nad nim i "rzeźbić" - rozwijać jedne pomysły, usuwać inne, rozbudowywać lub upraszczać. Zmieniać barwy, dopracowywać szczegóły. A na koniec, gdy już strona muzyczna jest gotowa, pozostaje "szlifowanie" za pomocą miksowania i masteringu. A na koniec można komuś utwór zaprezentować i cieszyć się (lub nie) z efektu.

W moim przypadku dochodzi jeszcze jedna motywacja: zdobywanie nowych umiejętności. Album "Via" pozwolił mi na poznanie nowego oprogramowania DAW (FL Studio) oraz umożliwił testowanie wielu różnych instrumentów oraz kontrolerów sprzętowych. Miałem też sposobność przekonać się, czy po ćwierćwieczu jestem nadal w stanie nagrać muzykę.

Płyta "Runaway" to z kolei nauka konsekwencji w działaniu, pierwsze wysiłki w miksowaniu i masteringu oraz próba współpracy z prawdziwą wokalistką (niestety, tylko częściowo udana). "Flashback" to z kolei praca w warunkach mocno spartańskich, bez dobrego odsłuchu, to także powrót do Cubase'a jako aplikacji DAW i mnóstwo pracy nad aranżacjami.

Koniec końców "Expectation", która nie jest już udowadnianiem komukolwiek czegokolwiek. To już praca na spokojnie, podczas której powstało dwa razy tyle materiału, ile ma płyta. To też - mam nadzieję - początek współpracy z innymi osobami. To w końcu płyta, gdzie rzeczywiście długo siedziałem nad miksami i ostatecznym masteringiem, wreszcie osiągając jakieś wymierne rezultaty.

O ile po nagraniu albumu "Via" miałem głupie wrażenie, że już prawie wszystko umiem, to obecnie wiem, że jest całe MNÓSTWO rzeczy, które jeszcze robię źle i mógłbym nauczyć się robić dobrze. Jeśli zatem powstanie nowy album, mam wiele obszarów do testowania i sprawdzania nowych rozwiązań.

I jest jeszcze jedna rzecz, której się przez tych parę lat nauczyłem. To konieczność podładowania akumulatorów. "Runaway" powstała bardzo szybko po "Via" i z perspektywy czasu oceniam, że zdecydowanie za szybko. Zabrakło dystansu, zabrakło pomysłów. Chciałem szybko, szybko udowodnić, że dam radę. Teraz wiem już, że nie warto się spieszyć - dlatego kolejna płyta, jeśli powstanie, będzie rodziła się w długo i spokojnie.

A na koniec link do playlisty w serwisie YouTube, gdzie można posłuchać albumu Expectation - to możliwość dla tych, którzy nie korzystają z innych serwisów.

0 komentarze:

Prześlij komentarz