Minusy zabezpieczeń
Pisałem już ostatnio , że zaczynam powoli budować i porządkować moje "domowe studio". W ciągu ostatniego tygodnia nocowałem w nowym miejscu ze trzy razy, więc mogłem poświęcić wieczory na konfigurowanie, uzupełnianie i wykorzystanie (a co!) muzycznego kącika. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie jeden szczegół - licencje. Większość oprogramowania, którego używam, jest zabezpieczona licencjami wgrywanymi na dwa klucze USB - iLok oraz eLicenser (tak działają wtyczki np. AIR, Waves, Steinberg czy iZotope). Jedyny plus tego rozwiązania jest taki, że licencje można przenosić między komputerami i przy ponownej instalacji wtyczki nie trzeba szukać i wpisywać numeru seryjnego - wystarczy mieć wpięty odpowiedni klucz. Minus pierwszy - sterowniki Oczywiście oba klucze wymagają odpowiednich sterowników, które trzeba zainstalować, aby licencje były widziane w systemie. Kilka razy zdarzyło mi się (i tak było teraz, po półrocznym nieużywaniu komputera), że bez nowej wersji sterownika...