[T] Dla zmęczonych hałasem

Ten, kto jeździ komunikacją miejską wie, że nie jest w niej cicho. Na ulicach dużego miasta też trudno o kontemplacyjny spokój. A człowiek chciałby posłuchać sobie czasem ulubionej muzyki, niekoniecznie będącej mieszaniną Metalliki i Rammsteina. Zwykle - niestety - stosuję w tym celu słuchawki dokanałowe. Niestety, bo to one najbardziej niszczą słuch...

Jakiś czas temu jednak przeczytałem (chyba w Estradzie i Studio), że istnieją słuchawki z tzw. aktywną redukcją hałasu. Wypróbowałem nawet w jednym z marketów elektronicznych model Bose QC35 II i wrażenie było... rewelacyjne. To naprawdę działa! Nic dziwnego, że gdy otrzymałem okazję poużywania sobie słuchawek z tą funkcją, nie wahałem się ani chwili.

Sony WH-1000X M2

Ten właśnie model przetestowałem w warunkach bojowych. Poligonem doświadczalnym był open-space, piesza droga ulicami Wrocławia oraz jazda tramwajem lub autobusem komunikacji miejskiej. Oczekiwania? Wysłuchanie ścieżki dźwiękowej "Pachnidło" oraz polonezów Chopina (a co!).

Słuchawki wyglądają nad wyraz elegancko i co najważniejsze, idealnie pasują na moją kwadratową głowę z wielkimi uszami. To jest mój odwieczny problem przy wyborze słuchawek - muszę je zawsze fizycznie przymierzyć, bo mam duże małżowiny i większość dostępnych słuchawek je gniecie, przez co komfort użytkowania zmierza w szybkim tempie do zera. Lata temu kupiłem przez internet zachwalane słuchawki AKG 530 (notabene bardzo fajnie grające) i później nie mogłem ich używać, bo okazały się ciut za małe...

Tutaj odniosłem wrażenie, że to są słuchawki idealne dla mnie. Nic nie uciska, nic nie uwiera, trzymają się pewnie na głowie. Nauszniki przylegają dokładnie, a pałąka praktycznie nie czuć. Same słuchawki są może odrobinkę za ciężkie (275g), ale tutaj już się czepiam.

Obsługa

Słuchawki mają tylko dwa przyciski - jeden od włączenia zasilania, a drugi do sterowania funkcją wyciszenia. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że na tym kończą się nasze możliwości. Producent zaprojektował w prawym nauszniku płytkę, którą obsługujemy dotykiem. Przyłożenie całej dłoni powoduje wyłączenie dźwięku (można z kimś zamienić parę słów), dwukrotne puknięcie palcem to pauza/start oraz odebranie telefonu. Mizianie góra-dół to kontrola głośności, przesunięcie w prawo lub lewo - następny lub poprzedni utwór.

Dla chętnych dostępna jest aplikacja na smartfona, gdzie można zmienić ustawienia korekcji czy stylu. Nie instalowałem, bo wg mnie słuchawki grają wyśmienicie bez żadnych korekcji.

Bardzo istotne jest, że są to słuchawki Bluetooth, czyli można podłączać je bezprzewodowo (bez znaczenia, czy do telefonu, czy do laptopa). Producent podaje czas pracy na 40h (ładowanie od zera do pełna w 4h), czyli całkiem sporo, porównując do konkurencji (wspomniany Bose QC35 II wg producenta wytrzymuje ok. 20h).

Niemniej oprócz Bluetooth można użyć też dołączonego do słuchawek kabelka, więc dla każdego jest coś miłego. Należy też dodać, że w zestawie znalazło się dość sztywne etui, a same słuchawki można złożyć, aby zajmowały mniej miejsca.

Jak grają?

W mojej opinii - bardzo, bardzo dobrze. Przede wszystkim są bardzo wyrównane - nie mam wrażenia, żeby któreś z pasm znacząco wyskakiwało przed inne. Słychać i delikatne marakasy, i potężny bas, i rozłożone w panoramie gitary. Testowałem różne rodzaje muzyki, od piosenek Edyty Geppert, przez muzykę symfoniczną po ciężki rock i energetyczną elektronikę. Nigdzie nie miałem wrażenia, że coś jest nie tak. Nawet soundtracki Hansa Zimmera brzmią odpowiednio monumentalnie.

Rzecz jednak nawet nie w tym. Magiczny w tych słuchawkach jest moment "odcięcia". Zakładasz je i... świat cichnie. Im jest głośniej, tym efekt jest bardziej spektakularny. W open-space przestajesz słyszeć rozmowy otaczających Cię ludzi, samochody na ulicy zaczynają cichuteńko szumieć zamiast wyć, nawet w tramwaju słyszysz głównie bardzo ciche stuknięcia kół na łączeniach szyn. Efekt jest naprawdę magiczny.

Nie zauważyłem, żeby dłuższe słuchanie powodowało jakieś problemy (poza zużywaniem niewymiennego akumulatorka). Oczywiście, pewne zmęczenie może być odczuwalne - w końcu to słuchawki zamknięte. Na szczęście zastosowane w nausznikach tworzywo nie powoduje kłopotów z wentylacją, więc uszy nie pocą się po kwadransie słuchania. Na razie najdłuższa pojedyncza sesja słuchania trwała około dwóch godzin i nie czułem dyskomfortu.

Co jeszcze?

Do tego dochodzi wygoda użytkowania. Przy laptopie mogę przestać się przejmować kolejnym kablem - teraz w zasadzie tylko komputer jest przypięty do zasilania, a cała reszta jest bezprzewodowa. Strasznie to wygodne.

Lepiej jednak jest w rozwiązaniu mobilnym. Włączam odtwarzacz w smartfonie, wrzucam go do plecaka, a na głowę zakładam słuchawki. Nie dość, że mogę delektować się muzyką, to jeszcze (NARESZCIE!) nie plącze mi się nigdzie żaden kabel, który zaczepiony o coś powodował wyrywanie słuchawek dokanałowych z uszu.

Czyli co?

No, co ja mogę napisać. Choruję na te słuchawki. Są świetne i dają niesamowity komfort słuchania. Prosta obsługa, stosunkowo długi czas pracy i bardzo dobra jakość dźwięku są na pewno plusami tego urządzenia. Chętnie porównałbym je z osławionym już modelem Bose QC35 II, chociaż już teraz wiem, że Bose przegrałby dopasowaniem do mojej głowy.

No cóż, zniechęca tylko cena, ale uzbieram. Bo z "dokanałówkami" nie ma porównania, poza tym "dokanałówek" organicznie wręcz nie znoszę.

Jedna tylko rzecz jest przerażająca w Sony WH-1000Xm2 - moment, kiedy zdejmujesz je z uszu i zderzasz się panującym wokół hałasem.

Po dłuższym czasie testów dopisałem jeszcze suplement, w którym przeczytacie nieco więcej o zauważonych wadach. Żeby nie było, że tylko słodzę!

Komentarze