[T] Nieme słuchawki po testach

Po nieco dłuższym okresie testów słuchawek Sony WH1000X-M2 postanowiłem napisać suplement, a w nim skupić się na ciemniejszych stronach, bo o jasnych napisałem chyba dość.

Po pierwsze, na początku dość trudno okiełznać dotykową płytkę na boku prawego nausznika. Wprawdzie jest to rozwiązanie świetne i po przyuczeniu strasznie brakuje go w zwykłych słuchawkach, ale początkowo co i rusz sobie coś przestawiałem przy zakładaniu czy zdejmowaniu, ewentualnie niedokładnie suwałem palcem i zamiast pogłośnić, przeskakiwałem do następnego utworu...

Po drugie - i tego żałuję nawet bardziej - wielka szkoda, że po podłączeniu słuchawek kablem nie można z nich korzystać jak z normalnych słuchawek zamkniętych. Oczywiście, nie działałaby wtedy funkcja wygłuszania, ale same słuchawki też całkiem dobrze tłumią, zaś dźwięk "po kabelku" jest na tyle dobrej jakości, że można by je wykorzystać nie tylko do jazdy tramwajem. A tak, trzeba włączyć zasilanie i wyczerpywać akumulatorki.

Nie jest jednak aż tak źle, jak opisałem w powyższym, skreślonym akapicie. Na szczęście, korzystając z firmowego kabelka i podłączając go w odpowiedni sposób, da się słuchać muzyki bez włączania zasilania słuchawek, korzystając tylko z zalet ich zamkniętej budowy. Nie jest wówczas aż tak cicho, ale i tak ciszej, niż w moich "służbowych", gamingowych Logitechach G433 (którym, notabene, przyjrzę się niedługo testerskim okiem).

Po trzecie, funkcja zestawu głośnomówiącego jest tylko "na pokaz", bo w praktyce nie sposób z niej korzystać. Mikrofony zbierają tyle sygnału z otoczenia, że nie da się rozmawiać, zwłaszcza gdzieś na zewnątrz albo w komunikacji miejskiej...

Po czwarte... a, nie, po czwarte nie ma. Reszta pasuje, gra i buczy, dając bardzo duży komfort słuchającemu. Ja się uzależniłem.

Komentarze